x.

16 grudnia 2013

ile zjesz proszków na śniadanie
żeby zabić Anię.

jeszcze raz.
i jeszcze raz.

dawno nie przedawkowałam prozaku.
chyba nie chcę wracać do starych nawyków.

chociaż to tak boli.

jezu. zawsze byłam świrem.
powoli do mnie dociera
skala mojego wariactwa.

dziwadło.
ludzie na uczelni pytają Mileny co ze mną nie tak.

no co ze mną nie tak?!

kurwa.

patrzę w lustro. nie pamiętam swojej twarzy.

zawsze byłam dziwna.

teraz mogę odizolować się od wszystkich. i prowadzić samotne życie dziwaka.

z chłopakiem, który mnie kocha i wielbi ale na co dzień nie okazuje mi czułości.
czuję się przy nim… głupia. niedoceniana.
bo cholera co z tego, że wiem. może mi powiedzieć i ja wiem, że mówi prawdę. ale dzień w dzień czuję się jak nieprzydatny głupek. zbędny ciężar.
po co jestem. kurwa.

czuję jak bije moje serce.
chciałabym żeby przestało.
to znaczy nie chciałabym ale
przy każdym uderzeniu boli.

płaczę sobie.
co mogę na to poradzić.
tak akurat za kimś tęsknię. bardzo.
ale ja to tylko ja
dziwak.

idź stąd.
nikt cię tu nie chce.

niech nie boli. chociaż przyzwyczaiłam się już do tego. że boli. teraz już siedzę spokojnie, nie miotam się, tylko czekam aż przejdzie.
zawsze przechodzi.
Ania umiera. Jakaś cząstka mnie. Staje się twardsza i bardziej miękka jednocześnie.
Czuję jak serce pęka i przełamuje się.

Czasami myślę o tym jak fajnie byłoby mieć przyjaciół. Ludzi, z którymi można pogadać o wszystkim i można być sobą i można być po prostu szczerym.
Nigdy mi nie wyszło. Próbowałam.
Teraz nie mam nikogo takiego.
Może nigdy nie miałam.

Przekleństwo samotności.

Starannie wszystko ukrywam.
A na koniec ukryję samą siebie
tak, że nikt mnie nie znajdzie.
nikt też nie będzie szukał.

Nie mam złudzeń. To znaczy mam… mam za każdym razem od nowa….
Ale zwykle wychodzi tak samo.
Czy czegoś się uczę?
Chyba tylko przetrwania.
Do następnego spotkania.

Kiedy mnie przytuli i znowu zostawi.
Nie będzie już co zbierać.
Amen.

Napisz odpowiedź


  • RSS