nienarodzony bliźniak

13 lipca 2015

Nigdy nie wybaczę ci, że się nie urodziłaś. Jak mogłaś mi to zrobić? Jak mogłaś zostawić mnie tu samą? Wiesz jak to jest, rozglądać się dookoła i widzieć pustkę? Nie móc cię dotknąć, nie czuć ciebie obok… Samotność aż krzyczy. Nie, to ja krzyczę w samotności. W tym ciemnym pustym miejscu, w którym ciebie nie ma, jestem sama. Sama. Sama… Miałaś ze mną być. Miałaś przy mnie być. Byłyśmy razem. A później odeszłaś. Zostawiłaś mnie. Umarłaś. Nikt nigdy o tobie nie wiedział, tylko ja. I ja też z czasem zapomniałam. Nie wiedziałam kogo szukam i za kim tak patrzę. Nikt mi o tobie nie powiedział, musiałam pamiętać. Musiałam robić te wszystkie rzeczy, żeby o tobie nigdy nie zapomnieć, żeby sobie o tobie przypomnieć. Musiałam nieść w sobie tą pustkę i śmierć przez całe życie. Musiałam. Tak bardzo cię kochałam. Tak bardzo cię kocham. Tak bardzo, że chciałam iść za tobą. Z Tobą. Do tej pory czasami kładę się zwinięta w kłębek i patrzę w to puste miejsce po tobie i proszę cię, żebyś pozwoliła mi pójść ze sobą. Proszę. Zrobiłaś dla mnie śmierć niedostępną i skazałaś mnie na życie. Czuję się skazana na życie bez ciebie. Czuję się jakbym była tu bo ty mnie nie chciałaś. Dlaczego mnie nie chciałaś? Byłaś… najpiękniejszą istotą jaką w życiu spotkałam. Przecież wtedy tak było. Liczyłaś się dla mnie tylko ty. Byłaś najważniejsza. Najpiękniejsza. Naj. Moja siostra. Moja ukochana. Najważniejsze było, że jesteś obok. Że słyszę i czuję twoje bijące serduszko. Ten dźwięk… do dzisiaj lubię słuchać bicia serca, przypomina mi to o tobie, o naszych wspólnych chwilach. Czasami zastanawiam się czy wyglądałabyś tak samo jak ja. Czy rzeczywiście jestem tak piękna jak ty. Jak by to było gdyby z miejsca obok mnie nie ziało pustką.
Śmierć.
Nosiłam ją w sobie.
Tak jak nosiłam ciebie w swoim sercu. Jak dalej noszę.
Boję się. Boję się być sama. Tak jak zostałam wtedy i jestem cały czas. Ale muszę żyć.
Za karę?
Nieważne.
Kładę się i nie chcę nic czuć. Umieram razem z tobą, ukochana.
Umieram razem z tobą. Tak bardzo cię kocham.
Tak bardzo chcę z tobą być, że reszta świata przestaje mieć znaczenie.
Przestaję oddychać.
Przestaję jeść.
Proszę, weź mnie ze sobą.
Proszę, nie zostawiaj mnie.
Proszę!
Krzyczę do ciebie. Krzyczę w to puste miejsce.
Krzyczę, ale ty nie słyszysz.
Nie słyszysz, prawda?
Bo ciebie nie ma już.
Ty nie żyjesz.
Nikt nie słyszy.
Nikt.
Jestem tylko ja.
I puste miejsce po mojej lewej stronie.
Jestem tylko ja. I puste miejsce.
Jestem tylko… pustka…
Pustka…
Bezdech.
Bezruch.
Poudaję martwą. Poudaję, że jestem z tobą.
Będę tak udawać. Dopóki nie wrócisz.
Albo dopóki nie zabierzesz mnie ze sobą.
Będę tak, zawieszona między życiem i śmiercią.
Moim życiem, twoją śmiercią.
Naszą śmiercią. Razem z tobą umarła część mnie.
Nie chciałam żyć bez ciebie.
Jestem zła.
Jestem zła i smutna.
Jestem wściekła. Na ciebie. Na rodziców. Na całą rodzinę. Nienawidzę was. Nienawidzę ich za to, że tu jestem. Nienawidzę ciebie za to, że odeszłaś.
Obrażam się.
Bo to tak boli.
Po dwudziestu sześciu latach to tak boli jakby to działo się teraz. Jakbyś umierała tuż obok mnie. Jakby moje małe, jeszcze pewnie niewykształcone rączki, chciały cię zatrzymać. Wrócić ci życie.
Ale nie mogę nic zrobić.
Czuję jak odchodzisz, jak ciebie tu nie ma. I nie mogę nic zrobić. Mogę tylko być…
Czasami myślę, jakby wyglądało nasze życie razem.
Jakby to było mieć cię obok
Jakby to miejsce obok było żywe
Ale wiem, że nie jest.
Nigdy nie będzie.
Widzę tylko twoje puste martwe oczy…
Czasami patrzę w lustro takim właśnie spojrzeniem…
Widzę jak leżysz, martwa.
I ja chcę być martwa razem z tobą.
Kochana…

x.

16 grudnia 2013

ile zjesz proszków na śniadanie
żeby zabić Anię.

jeszcze raz.
i jeszcze raz.

dawno nie przedawkowałam prozaku.
chyba nie chcę wracać do starych nawyków.

chociaż to tak boli.

jezu. zawsze byłam świrem.
powoli do mnie dociera
skala mojego wariactwa.

dziwadło.
ludzie na uczelni pytają Mileny co ze mną nie tak.

no co ze mną nie tak?!

kurwa.

patrzę w lustro. nie pamiętam swojej twarzy.

zawsze byłam dziwna.

teraz mogę odizolować się od wszystkich. i prowadzić samotne życie dziwaka.

z chłopakiem, który mnie kocha i wielbi ale na co dzień nie okazuje mi czułości.
czuję się przy nim… głupia. niedoceniana.
bo cholera co z tego, że wiem. może mi powiedzieć i ja wiem, że mówi prawdę. ale dzień w dzień czuję się jak nieprzydatny głupek. zbędny ciężar.
po co jestem. kurwa.

czuję jak bije moje serce.
chciałabym żeby przestało.
to znaczy nie chciałabym ale
przy każdym uderzeniu boli.

płaczę sobie.
co mogę na to poradzić.
tak akurat za kimś tęsknię. bardzo.
ale ja to tylko ja
dziwak.

idź stąd.
nikt cię tu nie chce.

niech nie boli. chociaż przyzwyczaiłam się już do tego. że boli. teraz już siedzę spokojnie, nie miotam się, tylko czekam aż przejdzie.
zawsze przechodzi.
Ania umiera. Jakaś cząstka mnie. Staje się twardsza i bardziej miękka jednocześnie.
Czuję jak serce pęka i przełamuje się.

Czasami myślę o tym jak fajnie byłoby mieć przyjaciół. Ludzi, z którymi można pogadać o wszystkim i można być sobą i można być po prostu szczerym.
Nigdy mi nie wyszło. Próbowałam.
Teraz nie mam nikogo takiego.
Może nigdy nie miałam.

Przekleństwo samotności.

Starannie wszystko ukrywam.
A na koniec ukryję samą siebie
tak, że nikt mnie nie znajdzie.
nikt też nie będzie szukał.

Nie mam złudzeń. To znaczy mam… mam za każdym razem od nowa….
Ale zwykle wychodzi tak samo.
Czy czegoś się uczę?
Chyba tylko przetrwania.
Do następnego spotkania.

Kiedy mnie przytuli i znowu zostawi.
Nie będzie już co zbierać.
Amen.

dawno

2 grudnia 2013

tak dawno nie pisałam o czymś przyjemnym.
miłym.
lekkim.
nie jestem pewna czy jeszcze potrafię.
czy jest we mnie coś takiego?
jak uśmiech. prawdziwy. delikatny uśmiech
który pojawia się na twarzy
gdy robię coś co sprawia mi dużo przyjemności.
czy już biorę życie zbyt poważnie?
pamiętam chwile gdy wybiegałam na łąkę na wsi.
z sadu wybiegałam w usianą polnymi kwiatami trawę,
pachnącą słodką koniczyną
nade mną świeciło słońce
latały motyle
bzyczenie pszczół
zapach lata
w powietrzu

i mała dziewczynka w sukience i kapeluszu
biegnąca przez łąkę.

błękitne niebo. upał.
złote niedzielne popołudnie.

kochałam świat. kochałam przyrodę.
patrzyłam na ptaki i czułam, że kiedyś też odlecę
jak Calineczka
na jaskółce
do ciepłych krajów

i gdzieś w jednym z kwiatów….

do końca.

26 listopada 2013

bywam. na chwilę. przez chwilę. bez lustra jakim jest źrenica twego oka rozpływam się w nicości.

.

25 listopada 2013

straszna ze mnie cipa. przez tyle lat nie miałam odwagi żeby się zabić. może czas się poważniej nad tym zastanowić.

hej

22 listopada 2013

cześć. nie wiem czy mogę, nie wiem czy mam prawo, złapać cię za rękaw bluzy nieśmiało patrzę na chodnik i swoje buty, chyba boję się podnieść wzrok. Czuję ciepło, chcę być bliżej więc robię krok w twoją stronę. Nie uciekaj zostań jeszcze przez chwilę. Trochę się boję, że się mylę i tak na prawdę nikogo ze mną nie ma
ale widzę że trzymam twoją rękę
cholera, może znowu mam jakieś urojenia. Może gadam do pustych miejsc i oglądam białe ściany
może to tylko sen, jak ten w którym umieram.
To już kolejny raz, nie wiem czy się pozbieram

przeciągająca się cisza piszczy w uszach
serce wali tak, że wszystko zagłusza
biorę oddech i zatrzymuję w płucach powietrze
czy zobaczę cię jeszcze…?
wydech.
czuję jakby był ostatni, nie chcę więcej tutaj być
nie chcę tego robić.
zakodowane serce robota samo się nie wyłączy.
pstryk.

nie mogę tego zrobić bo obiecałam mamie.
może kiedyś złamię wszystkie obietnice, których i tak nie dotrzymuję.
nie jestem pewna czy tylko to mnie powstrzymuje.

czasami się zastanawiam i tylko płaczę bo chyba jednak nie jest inaczej.
tęsknię.
już sama nie wiem za czym
może za śmiercią.
myśl o niej idzie za mną od wielu lat.
przeszła kawał drogi
ponad dwadzieścia lat
wyciąga rękę i chwyta mnie za włosy
czuję jej chłód na karku
pośród nieprzespanych nocy
został tylko krzyk zmieniony w milczenie
i kamienna twarz z uśmiechem
żeby ukryć cierpienie.

Zazdroszczę ci.
Nawet nie wiesz jak.
Może nie było łatwo
ale chyba jednak było warto.
Takie twoje szczęście.

7 listopada 2013

nie chcę tęsknić już, pozostało mi zabić to co we mnie piękne. upadam, podnoszę się, stoję, ruszam dalej. nieustannie. może teraz sobie trochę poleżę. tak. nigdy nie było cię blisko, po co dalej udawać.

Nie mamy wolności.
Zniewalamy siebie nawzajem
w imię miłości
która jest egoistycznym tworem
wystraszonych dorosłych dzieci.

czy znasz kogoś kto totalnie i absolutnie bez żadnych zastrzeżeń akceptuje twoją wolność?

czy ty w ogóle czujesz się wolny?

boli

7 listopada 2013

świadomość tego, że nic dla ciebie nie znaczę.
czego chcesz
znowu.
może to ja.

wolę cię nie widzieć.
i zapomnieć
niż
co jakiś czas
próbować być
przez chwilę.

straciłam wszystkich
po to by odzyskać siebie.

nie chcę tak
być dłużej sama.

kolejny rok, kolejne lata.

tak miło było wierzyć
w optymistyczne kłamstwa.
oszukać się chociaż na chwilę.

może lepiej jest wyjść stąd. i nigdy już nie wracać.
nie dać się ranić,
uciec z tego świata.

zmiana wymiaru.

30 października 2013

Słońca gasną
tak
jeden po drugim
Zanim zasną
co im powiesz?

pusto

27 października 2013

Kto ci teraz Aniu powie, żebyś tego nie robiła?
fajnie było, co?
jak to się skończy?
spytaj tamtej Ani, tej w szarej bluzie, z krótkimi rudymi włosami, co siedziała w lutym przed komputerem i pisała. Ona wiedziała, ona mówiła.
Czemu jej kurwa nikt nie chciał słuchać.
Takie to śmieszne było.
Nie jest głupia, potrafi przecież analizować dane. Przecież mówi jasno i wyraźnie.

Kto ci teraz powie Aniu, żebyś tego nie robiła?
Kto cię przytuli wieczorem?
O kim pomyślisz?

Spieprzyć sobie życie możesz, proszę, zrób z nim co zechcesz
ale tak się wpierdalać w cudze, żeby zniszczyć to nieładnie

co, niedobrze ci jak patrzysz w lustro?

czujesz emocjonalny ból, którego nie jesteś w stanie znieść
nie możesz wytrzymać
wziąć oddechu

musisz.
musisz to zrobić.
kto ci teraz powie Aniu żebyś tego nie robiła?
nikt nigdy nie mówił.

muszę. muszę to zrobić.

taki dylemat, że nie mam swojego ulubionego noża. to nawet zabawne.
dotykam czubkiem palca te co są. tamten był najlepszy. ciężki. gruby.
ten mały czarny teraz też się nada.

mogę tego nie robić. ale chcę.

to moja wina.

to znaczy wiem, że twoja.
ale nie chcę odmówić sobie współudziału.

przecież zrobiłam wszystko, żeby się we mnie zakochać.

pierwsze pociągnięcie.
drugie.
o kurwa.
zapomniałam jakie to przyjemne.
jaka błogość,
jaka ulga.
ochhhhh…..

jeszcze raz i jeszcze raz.
przecież mnie już nikt nie będzie rozbierał.
nie w najbliższym czasie.

pff ale słaby ten nóż. co jest? nawet nie leje się krew.
więcej złości?

spoko. teraz ręka. lewa. moja ulubiona.
na całym przedramieniu.
można przecież. zimno jest, noszę długi rękaw.

zapomniałam już jakie to przyjemne.

przyjemnie zagłusza ból. ten w środku.

widzę ją jak siedzi przed komputerem. jak pisze. czuję jej emocje.
jestem nią. byłam. jestem, bo przecież czas nie istnieje.

tu w środku za mostkiem coś ściska.
dawno nie płakałam tak bardzo.

przepraszam.


  • RSS